O pasji i życiu dla innych

Kto jeszcze pamięta o Muchomorkach?

Udało nam się dotrzeć do Pani Marii Brzozowskiej – nauczycielki w Szkole Podstawowej w Komprachcicach, inicjatorki „Muchomorków”, zespołu który odnosił sukcesy na arenie Polskiej i światowej w latach 80-tych.

Z Panią Marią spotkałam się 28 lipca. Wchodząc do pokoju zauważyłam poukładane na dywanie zdjęcia, wycinki z gazet, listy z zaproszeniami, kroniki, odręcznie napisane gratulacje m.in. od Jarosława Kukulskiego . Pomyślałam sobie, że oto przede mną historia zespołu, o którym już niewielu pamięta. Pani Maria zaparzyła herbatę i rozpoczęła opowieść o dzieciach, miłości do tańca, trudnościach w zdobywaniu materiału na stroje, wyjazdach, radości i muzyce.

– Wszystko zaczęło się na początku lat 80-tych. W 1979 r. rozpoczęłam próby z drużyną harcerską, którą nazwaliśmy „Muchomorki”, bo dostępny był jedynie materiał czerwony, z którego wraz z mamami mogłyśmy uszyć stroje dla dzieci. Po 8 miesiącach dostaliśmy pierwszą nagrodę i później się już potoczyło. Przed każdym występem przeżywałam napięcie, ogromny stres, bowiem zależało mi, żeby utrzymać się na jakimś poziomie, nie spaść z podium konkursowego. I udało się. Dzieci występowały w Niemczech, NRD, w Moskwie i Soczi. Cały czas byliśmy w czołówce krajowej.

– Ale od czego się zaczęło? Skąd pomysł na zespół taneczny w Komprachcicach? Skąd znajomość czaczy, samby, dźajfa, jak nie było Internetu? – pytam z naiwnością człowieka XXII wieku, który nie wyobraża sobie życia bez Wi-Fi.

– Moja mama prowadziła grupę taneczną, to ona dała mi podstawy i pasję. Uczyłam się też w Opolu na kursach. I szukałam informacji, czytałam książki, gazety. Jakoś sobie człowiek radził. W 1980 r. pojechaliśmy na XI Festiwal Piosenki Harcerskiej do Siedlec. Dzieci zdobyły I miejsce – główną nagrodą był wówczas złoty miś. Dodatkowo Tygodnik Siedlecki w podziękowaniu wręczył nam puchar – przed występem „Muchomorków” tego nie planowali. Dziewczynki do godziny 24.00 bisowały ponad 40 razy, tak spodobały się publiczności.

– Czyli Siedlce rozpoczęły Waszą przygodę z konkursami, podróżami i zmotywowały do utrzymywania I miejsca na innych przeglądach?

– Tak. Od Siedlec się wszystko zaczęło. Później dwukrotnie wygraliśmy Ogólnopolski Festiwal w Kielcach. Z Ogólnopolskiego Festiwalu Zespołów Tanecznych w Koninie „Muchomorki” też przywiozły I miejsce. Zostaliśmy zaproszeni do Niemiec na 6 tygodni, tańczyliśmy w Związku Radzieckim, na Festiwalu Dziecięcych Zespołów w Soczi. Najbardziej wzruszający był występ na Dzień Dziecka w 1982 roku. Po spotkaniu z Ministrem Oświaty, daliśmy koncert dla dzieci rodziców z placówek dyplomatycznych. Po występie wracamy do hotelu. Włączamy „Dziennik” o 17.00 i widzimy nasze „Muchomorki”. Wraz z mamami miałam łzy w oczach, widząc nasze dzieci w Telewizji.

– Często rodzice podróżowali z zespołem?

– Tak. Zawsze mamy pomagały mi w przygotowaniach. Organizowały materiał na stroje, które później razem szyłyśmy, pomagały w czesaniu, ubieraniu się. Podczas konkursów jury oceniało wszystko: strój, wygląd, dobór repertuaru. Gdyby nie rodzice, nie udało by nam się stworzyć tak prężnie działającego zespołu. Pracę rozpoczynałam z 10tką dzieci, na 10-lecie zespołu w 1990 roku była nas już niemal setka. To były czasy, w których człowiek sam niczego nie zdziałał. Zanim „Muchomorki” zaczęły śpiewać z orkiestrą, akompaniował nam świętej pamięci Horst Baron. Każde nasze działanie było oparte o bardzo dużą ilość godzin pracy.

– Co było dla Pani największym wyrazem docenienia pracy „Muchomorków”?

– „Muchomorki” wszędzie były bardzo pozytywnie witane, publiczność lubiła je za autentyczność bycia dzieckiem. Występowaliśmy w całej Polsce, w Pile, Koninie, Warszawie, Kielcach, dwukrotnie w Siedlcach, w całym województwie opolskim, na dożynkach, świętach państwowych. Zawsze wracałyśmy z głównymi nagrodami. W 1986 zostaliśmy zaproszeni do Oleśnicy na „XV Międzynarodowe Forum Wymiany Doświadczeń Instruktorów „Organizacje dziecięce i młodzieżowe w wychowaniu dla pokoju”. Wychowawcy z całego świata uczyli się od siebie, jak pracować z dziećmi. „Muchomorki” miały spotkania i występy jako polski przykład, ja opowiadałam o tym, jak pracuję z dziećmi.

– Na koniec proszę zdradzić kilka ciekawostek z życia zespołu.

– „Muchomorki” wszędzie były bardzo lubiane. Na jednym z występów ktoś zapytał „Co trzeba zrobić, żeby wygrać?” i jedna z dziewczynek odpowiedziała „Trzeba się uśmiechać”. Z kolei w Oleśnicy dzieci jadły razem z dorosłymi. Więc na stołówce posiłek rozpoczęły modlitwą, do której po chwili dołączyli się dorośli. Wzruszające było spotkanie ze starszym małżeństwem w NRD. Pan zapytał skąd jesteśmy? Dzieci odpowiedziały, że z Komprachcic koło Opola. Okazało się, że małżeństwo również. Dzieci zaśpiewały piosenkę zmieniając jeden wyraz na „ołpa”. Dziadek się rozpłakał, poszedł gdzie i za chwilę wrócił z torbą cukierków.

– Gdyby miała Pani w dwóch zdaniach podsumować swoją pracę, to jak by one brzmiały – pytam Panią Marię.

– Jestem zadowolona z tego, co zrobiłam. Dzieci niosły radość innym, potrafiły się przytulić do kogoś, podskoczyć, obtańczyć… Ale zadzwońmy do jednej z dziewcząt, niech sama opowie, jak wspomina czasy w zespole.

Dzwonimy do Pani Edyty Gali (Stanula), która w latach 80-tych występowała m.in. na scenie w Warszawie.

– Szkoda, że w dzisiejszych czasach nie ma już takich zespołów. Pamiętam, że z radością chodziłam na próby po lekcjach, że czasami było ciężko, ale wspólna praca, przyjaciele, zabawa, wyjazdy i zwiedzanie to coś, czego nie zapomnę. Wspominam też reakcje ludzi, którzy nas oglądali – zawsze witali nas oklaskami i z chęcią na nas patrzyli…

Zdjęcia archiwalne zespołu Muchomorki

Zdjęcia archiwalne zespołu Muchomorki

Przejdź do treści